Wychodzę za mąż – zaraz wracam.
“Spędziłem z Natalką wigilię. Obydwoje nie mieliśmy co ze sobą zrobić. Myślałem, żeby kupić odświeżacz powietrza o zapachu sosny, ale nie chciało mi się wyłazić z domu, bo padał śnieg. A ja nie cierpię śniegu. Siedziliśmy przy butelce tekili, bez kolacji, bez choinki, bez prezentów, bez życzeń, bez opłatka. Nie jestem katolikiem. Jak zgłodniała, zrobiłem jej tosta z żółtym serem. W roli zaproszonego do stołu wędrowca pojawił się Disorder. Też nie miał nic lepszego do roboty. Początkowo myśleliśmy, że to Święty Mikołaj, bo przyniósł dwa sześciopaki piwa, ale wypił je sam.”
Ona też się tak czasami czuje. Przychodzą do niej ludzie, ona myśli, że przychodzą do niej. A oni przychodzą, bo nie mają nic lepszego do roboty. Mówią jej, że źle wygląda, że jest gnuśna, bezmyślna, egoistyczna i przede wszystkim za chuda. Anorektycznie. Ma smugi na twarzy. A nie, to tylko kości policzkowe tak śmiesznie wychodzą na wierzch. Ona sama nie widzi w sobie nic pociągającego, inni też tego nie widzą. Chyba, że chodzi w samej bieliźnie. Wtedy jest pociągająca. Tyle, że już nie ma przed kim chodzić w samej bieliźnie. Czuje się za bardzo samotna. Mimo tych kilku wizyt w ciągu miesiąca. Mimo tych licznych smsów. Mimo tego, że słyszy co jakiś czas “Kocham Cię, mała”. Mimo tego wszystkiego, jej czegoś brakuje. Ona sama nie wie czego. Obecności? Przecież ma z kim pobyć, od czasu do czasu. Dotyku? Mnóstwo osób ją dotyka, oni o tym marzyli od zawsze. Ona kiedyś o tym marzyła, teraz tylko automatycznie się podnieca. Sprawia jej to przyjemność, ale nie taką o jaką jej chodzi. Chciałaby mieć pewność, że tak właśnie dotyka osoba, którą ją kocha. A tego nie czuje. I chyba właśnie tego jej tak najbardziej brakuje.


Dodaj komentarz