Nie kłam, że kochasz mnie…
Wstała rano, lekko spanikowana. Spojrzała na zegarek – wszystko w porządku. Włączyła komputer, później telewizor. Poszła do łazienki. Nalała sobie pełną wannę ciepłej wody, dolała trochę płynu. Rozebrała się a potem powoli weszła. Woda była gorąca, nie spodziewała się, że tak przyjemnie zacznie się ten dzień. W domu było chłodno, więc taka zmiana temperatury tylko nakłaniała ją do zaśnięcia. Wiedziała jednak, że nie może sobie na to pozwolić. Już za parę godzin będzie gdzie indziej, musi się przygotować. Umyła się, ogoliła nogi, okolice bikini, potem wyszła i wzięła do ręki szampon. Włosy myła wczoraj, ale woli czuć się całkowicie świeża. Zmoczyła kosmyki ostrożnie pod prysznicem. Oczywiście, tu woda też była gorąca, taka jak lubi. Gdy skończyła poszła się ubrać. Wybrała swoją ulubioną turkusową sukienkę. Lubiła ją nietylko ze względu na kolor, ale i na fason. Gdy lekko zakręciła sobie włosy i ubrała wysokie buty, nie było mężczyzny, który by za nią nie spojrzał. Lubiła czyć się piękna. (…) Nie mogła ich znaleźć. Chodziła po całym dworcu w niewygodnych butach i zastanawiała się, jak może wyglądać srebrna Corolla. W końcu zobaczyła jakiś srebrny samochód. Ktoś wewnątrz zaczął machać. Odmachała i zaczęła iść w tym kierunku. Na jej szczęście, on wyszedł z samochodu z naprzeciwka. Wtedy zorientowała się, że ktoś w samochodzie nie machał do niej. Kroczyła przez stację benzynową i wiedziała, że wszyscy na nią patrzą. Sukienka sięga jej do połowy ud. Rano posmarowała się samoopalaczem, żeby nogi nabrały koloru. Spojrzał na nią pożądliwie, ale ona przeszła koło niego, usiadła do samochodu, przywitała się z dwójką z przodu i czekała jak ruszą. W drodze do nie odzywała się zbyt często. Nie miała nastroju. Nie wiedziała zresztą co mówić, nie mogła wyczuć towarzystwa. Oni znali się już długo, więc nie mieli oporów. Kiedy doszli do niego do domu nie mogła oprzeć się wrażeniu. Jedyne co jej się cisnęło na usta, to “o kurwa”. Dom był dość duży. W sumie, najładniejszy ze wszystkich. Czarna brama, ceglany mur, zielona skoszona trawa i wszędzie nieskazitelna czystość. Przez chwilę poczuła się biedna. Wiedziała, że mieszka w bloku, 70 metrów kwadratowych, zero ogrodu. Jedyna atrakcja to kotka. Trzynastoletnia, drapieżna kotka. On nie miał żadnego zwierzaka, pomijając stado rybek w pokoju. Pomogła mu je nakarmić, już wtedy się do niej przystawiał. Pozwalała się przytulać, kokietką była wspaniałą. Ale nic ponad to. Poszli do sklepu. Było nudno, nie wiedziała o czym z nim rozmawiać. Chciała, żeby to on przejął inicjatywę. Niestety, na samym początku nie dało się z tym nic zrobić. Dopiero gdy się przebrała wróciła mu ochota na zabawę. Zaczął ją pryskać z węża. Polewali się wzajemnie chyba przez pół godziny. Początkowo to ona miała przewagę, ale później sytuacja się odwróciła. Było śmiesznie. Aby dostarczyć jej więcej rozrywek zadzwonił po kumpla, który miał quada. Bała się strasznie. Nigdy w życiu nie jeździła na takim czymś, a poza tym on nie wiedział jak tym się kieruje. Ale wystartowali. Parę razy życie przeszło jej przed oczami, ale później podsumowała to jako niezłą zabawę. No, pomijając fakt, że w dwóch miejscach poparzyła się rurą od tłumika. (…) Wieczór dla niej skończył się dość szybko. Musiała wracać do domu sama, pociągiem. Bała się trochę tej podróży. Wiedziała, że była ubrana nieco prowokacyjnie, dlatego skrupulatnie wybierała towarzystwo w wagonie. Na szczęście, obeszło się bez większych przygód. Z Dworca wzięła taksówkę, gdzie poznała byłego kierowcę rajdowego, pana Bartkowiaka. Co prawda, nie startuje w wyścigach od ‘78, ale historie, które opowiadał były niesamowite i zrobiły na niej ogromne wrażenie. Tym bardziej była zachwycona, gdy powiedział jej, że w najlepszym dla niego okresie był 9 w Polsce. Nie spodziewała się, że doświadczyła takiego zaszczytu jazdy z zasłużonym człowiekiem. Pożegnała się z nim uprzejmie i obiecała, że o nim nie zapomni. Gdy wróciła do domu nie miała już siły na nic. Położyła się i zapomniała o tym, jak ciężki był to dla niej dzień.
Teraz pragnie tylko więcej.
“- Cześć. Przyszedłem oddać Ci buty.
- Jakie buty?
- No twoje.
- A gdzieś ty w nich był?
- A w domu.
- Jak to w domu?
- Obudziłem się w nocy u Ciebie i poszedłem.
- W moich butach?
- Mamy ten sam rozmiar.”

Dodaj komentarz